Tropimy Absurdy czyli o myleniu Zagłębia ze Śląskiem

Avatar użytkownika
Administrator
Posty: 5899
Dołączył(a): Wt, 3 czerwca 2008, 22:42
Lokalizacja: Sosnowiec
PostNapisane: Wt, 19 sierpnia 2008, 00:52
W temacie tym proponuje zamieszczać gafy dziennikarskie i wszelkie inne, gdzie np. Sosnowiec nazywany jest śląskim miastem...

Jak wiemy Sosnowiec i całe Zagłębie Dąbrowskie to historyczna Małopolska, która ze Śląskiem oprócz geograficznej bliskości i ostatnich kilkudziesięciu lat we wspólnym administracyjnym tworze nie ma za wiele wspólnego.

Przy okazji zachęcam do podpisania się:
http://www.petycje.pl/3120 lub http://petycja.rox.pl/

Na początek:

http://www.mwpartners.pl/pl/projekty/zielone-domy
ZIELONE DOMY
"Naszą najnowszą inwestycją na Południu Polski jest prestiżowy projekt w Sosnowcu, w mieście należącym do czołówki świetnie prosperująych miast śląskich."


Po mojej interwencji zmienione na:
Naszą najnowszą inwestycją na Południu Polski jest prestiżowy projekt w Sosnowcu, w mieście należącym do czołówki świetnie prosperujących miast województwa śląskiego.


Chociaż nie ma nazwy Zagłębie Dąbrowskie... zawsze to jakiś krok do przodu...
Avatar użytkownika
Administrator
Posty: 5899
Dołączył(a): Wt, 3 czerwca 2008, 22:42
Lokalizacja: Sosnowiec
PostNapisane: Pn, 1 września 2008, 09:29
http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,3501 ... azera.html
Śląscy kolejarze wytoczyli ciężkie działa i chcą walczyć o nowych pasażerów. Od 1 września w aglomeracji pojawi się tańszy bilet strefowy. - Liczymy, że przyciągniemy tych, którzy do pracy dojeżdżają dziś autobusami i samochodami - mówią kolejarze

Choć do biletów strefowych zdążyli już przyzwyczaić się pasażerowie z innych części kraju, m.in. Krakowa czy Gdańska. Na Śląsku - jak twierdzą kolejarze - będzie to nowość.

Kolej nie ukrywa, że wprowadzenie nowych biletów na Śląsku to eksperyment. Jeżeli się powiedzie, korzystne bilety strefowe mają pojawić się też w innych częściach regionu - w Częstochowie i Bielsku-Białej. Ale zadanie nie będzie łatwe. Jak się dowiedzieliśmy, PKP, wprowadzając bilet strefowy, liczą aż na 30-proc. wzrost pasażerów. Zakładając, że nowy bilet ma pojawić się na obszarze, z którego rocznie korzysta 2,7 mln podróżnych, kolej chce przyciągnąć ponad 800 tys. nowych klientów.

Posty: 1379
Dołączył(a): Cz, 14 sierpnia 2008, 22:31
Lokalizacja: Sosnowiec - Zagórze Pekin
PostNapisane: Pn, 1 września 2008, 19:08
Droga trzynastka

Maciej Wąsowicz, 2008-08-31
Górnośląski Związek Metropolitalny, czyli spółka czternastu największych miast Śląska miał dbać o rozwój całego region. Miała, bo na razie sukcesów brak. Jest za to dotacja. Co roku dwa miliony złotych, które GZM w ponad połowie wydaje na płace dla urzędników swojego biura, jest ich trzynastu.

Ciężka praca, nierzadko w terenie i arcytrudne łamigłówki do rozwiązania. Tak wygląda codzienność w Górnośląskim Związku Metropolitalnym. - Te pieniądze w znaczącej części są przeznaczone na opracowania studialne dla całej aglomeracji, a nie na pensje dla urzędników, którzy pracują w GZM - mówi Piotr Uszok, prezydent Katowic.

Te pieniądze, czyli 2 miliony złotych, które z kieszeni podatników każdego roku wpływają do budżetu GZM. A wbrew słowom Piotra Uszoka aż 1,2 mln zł wcale nie idzie na opracowanie dokumentacji inwestycji, a na płace dla 13 osób zatrudnionych w związku. - Można by to złośliwie skwitować jako Górnośląski Związek Metropolitalny, czyli miejsce dorabiania sobie urzędników - stwierdza dr Tomasz Słupik, politolog.

Urzędników, którzy w konstrukcji budżetu GZM nie widzą słabych punktów. - Pieniądze, które pochodzą ze składek miast członkowskich nie zostaną przejedzone przez urzędników - uważa Krzysztof Krzemiński, rzecznik prasowy GZM.

Czy są przejadane, czy nie, pokazują liczby: 2 mln to dochody budżetu GZM. Z tego aż 1, 186 tys. stanowią właśnie płace. Na działania promocyjne wydaje się kolejne 310 tys. i gdyby nie nadwyżka z ubiegłego roku, kiedy GZM miał wpływy, ale jeszcze właściwie nie działał, brakłoby na inne wydatki aż 1, 690 tys. zł.

O tym, jak konstruować skuteczny, odmienny od tego w GZM budżet, wie Mariusz Kurzątkowski, który od lat prowadzi własny biznes. - Nie może być tak, że 70 proc. to są płace, tym bardziej tak wysokie płace. Należy przede wszystkim inwestować. Z inwestycji zawsze się zarobi. Później można im dać jeśli coś zarobią. Ale jeśli nic nie zrobili, to tym bardziej nie powinni tyle zarabiać - uważa Kurzątkowski.

A lista zajęć i osiągnięć GZM jest tak samo długa, jak imponująca. - Jeśli chodzi o zajęcia poszczególnych osób, to związane to jest z projektami, które są przygotowywane, bądź mamy taką nadzieję w niedalekim czasie będą realizowane - mówi Krzysztof Krzemiński.

Chodzi konkretnie o pozyskanie setek milionów złotych na ratowanie komunikacji tramwajowej na Śląsku oraz dofinansowania z Unii na budowę dwóch spalarni śmieci. Jednak oba projekty, o czym rozpisywała się prasa, są poważnie zagrożone. - Kolejny raz w naszym regionie wygląda to tak, że przysłowiowa góra rodzi mysz - stwierdza dr Tomasz Słupik.

Czyli niewidocznego gryzonia, z kiepską prezencją, ale wielkim apetytem.

Materiały video:
Droga trzynastka
http://www.tvs.pl/informacje/4403/
Obrazek

Posty: 1379
Dołączył(a): Cz, 14 sierpnia 2008, 22:31
Lokalizacja: Sosnowiec - Zagórze Pekin
PostNapisane: Wt, 2 września 2008, 15:34
Od dzisiaj na drogach powiatu będzińskiego, podobnie jak na terenie całego śląska rusza policyjna akcja "Bezpieczna droga do szkoły". Przez pierwsze dwa tygodnie rozpoczynającego się roku szkolnego policjanci drogówki będą szczególnie zwracać uwagę na przestrzeganie przepisów drogowych w rejonie szkół i placówek oświatowych, zarówno przez kierujących jak i pieszych.

Szczególnie dużo patroli pojawi się w okolicy szkół i placówek oświatowych. Policyjne działania mają na celu przypomnienie kierowcom, że opuszczone na dwa miesiące wakacji budynki od pierwszego dnia września zapełnią się uczniami, którzy bezpiecznie muszą tam dotrzeć, a po zajęciach - wrócić do domu. Funkcjonariusze będą czuwać również, aby sami uczniowie przestrzegali przepisów, gdyż często sami stwarzają niebezpieczne sytuacje. Na kontrole mogą równiez liczyć opiekunowie przywożący swoje pociechy na lekcje. W tym wypadku szczególną uwagę policjanci będą zwracać na prawidłowe warunki przewożenia dzieci i właściwie wybieranie miejsca na bezpieczne opuszczenie pojazdu. Akcja potrwa do 12 września. Policjanci będą jednak przez cały rok dbać o bezpieczeństwo uczniów zmierzających do szkoły.

W pierwszym dniu września od godzin porannych w okolicach szkół na terenie powiatu będzińskiego nad bezpieczeństwem najmłodszych będzie czuwało ponad dwudziestu policjantów, a wspomagać ich będą funkcjonariusze straży miejskiej.

http://www.bedzin.slaska.policja.gov.pl ... zkoly.html
Obrazek
Avatar użytkownika
Administrator
Posty: 5899
Dołączył(a): Wt, 3 czerwca 2008, 22:42
Lokalizacja: Sosnowiec
PostNapisane: Wt, 2 września 2008, 16:24
Radosław Żurek napisał(a):Od dzisiaj na drogach powiatu będzińskiego, podobnie jak na terenie całego śląska rusza policyjna akcja "Bezpieczna droga do szkoły".

http://www.bedzin.slaska.policja.gov.pl ... zkoly.html



Za takie coś należy się podwójna pała dla policji. Jedna z geografii, druga z ortografii - i to wszystko w jednym wyrazie

Posty: 1379
Dołączył(a): Cz, 14 sierpnia 2008, 22:31
Lokalizacja: Sosnowiec - Zagórze Pekin
PostNapisane: Wt, 2 września 2008, 22:00
http://katowice.naszemiasto.pl/wydarzenia/892774.html

Górnośląski Związek Metropolitalny (GZM) straci 600 milionów unijnej dotacji na budowę spalarni śmieci, które mają powstać w Rudzie Śląskiej i Katowicach, jeśli do 8 października 14 miast członkowskich nie podejmie uchwał wyrażających zgodę na zawarcie porozumienia o współpracy w tej kwestii.

Na razie zrobiły to tylko dwie gminy: Jaworzno i Chorzów. Radni w Rudzie Śl. i Świętochłowicach mają głosować we wrześniu, w innych miastach takiej uchwały nie ma w projektach najbliższych sesji. - A żeby móc podjąć jakiekolwiek kroki, rady miast wchodzących w skład GZM muszą podjąć takie uchwały - wyjaśnia Krzysztof Krzemiński, rzecznik GZM.

Jeśli tak się nie stanie, spalarnie na pewno nie powstaną przed rokiem 2013. Przepadną środki przekazane na ten cel z Ministerstwa Środowiska (600 mln złotych) i trzeba będzie przystąpić do konkursu. Ale dopiero w przyszłym roku, a to opóźni inwestycję. Poza tym nie wiadomo, czy wniosek GZM wygra.

Gminy do podejmowania uchwały się nie spieszą. Dlaczego? Bo nie wiadomo, czy spalarnie ma budować GZM, czy nowo powstała spółka, której powołanie kosztować ma 500 tysięcy złotych. Za taką spółką jest m.in. Chorzów. Chodzi o to, aby budową zajęła się profesjonalna firma.

Uchwały nie chcą podjąć m.in. w Dąbrowie Górniczej. Urzędnicy nie wyjaśniają jednak, dlaczego powołanie spółki im się nie podoba. - Ta sprawa wśród prezydentów budzi spore wątpliwości - potwierdza jedynie Marcin Berylak, rzecznik prasowy UM w Dąbrowie Górniczej.

Jeszcze w tym tygodniu o inwestycji mają dyskutować członkowie GZM.

Chociaż spalarnie budzą sporo kontrowersji (ekolodzy przekonują, że lepiej śmieci segregować niż palić), muszą powstać. Dlaczego?

- Bo podpisując traktat akcesyjny Polska zobowiązała się do ograniczenia ilości śmieci biodegradowalnych, czyli takich, które można przetwarzać - wyjaśnia Piotr Popiel, dyrektor biura GZM. - Do 2013 roku tych śmieci na wysypiskach musi być o 50 procent mniej. A najlepszą metodą utylizacji w dużych miastach są właśnie spalarnie. Poza tym nie stać nas na budowę i obsługę kolejnych wysypisk śmieci.

Jednak już wcześniej Unia Europejska może ukarać nas za to, że nie potrafimy poradzić sobie ze śmieciami - do 2010 roku na wysypiskach śmieci biodegradowalnych ma być o 25 proc. mniej. Nie wiadomo jeszcze, jak wysokie kary zapłacą samorządy, jeśli nie dostosują się do wymogów UE. - W naszym kraju nie ma jeszcze przepisów regulujących ich wysokość, ale takie kary na pewno będą - przyznaje Popiel.

- Mamy narzucone terminy, a w Dąbrowie i Sosnowcu nagle ktoś pochylił się nad treścią porozumienia wypracowaną przecież przez zarząd, w którym oba miasta mają swoich reprezentantów - ocenia Krzemiński.

Przy okazji sprawy spalarni pojawiły się opinie, że GZM tak naprawdę niewiele może. I niewiele będzie mógł, dopóki w życie nie wejdzie ustawa metropolitarna.

- Nie może być tak, że jakieś miasto się wyłamuje i projekt jest wyrzucany do kosza - komentuje Krzemiński. - Ta ustawa jest niezbędna.

Ustawa ma ustalić m.in. źródła finansowania działalności GZM. Na razie finansują go mieszkańcy, każdy, kto mieszka w mieście, będącym członkiem związku płaci nań złotówkę rocznie. Budżet GZM to około 3,5 miliona złotych rocznie z czego 1,2 miliona jest przeznaczonych na pensję dla pracowników (w działającym od stycznia biurze pracuje trzynaście osób). Reszta pieniędzy przeznaczana jest na określone przez statut związku zadania.

- Czyli głównie na tworzenie strategii rozwoju miast i jej realizację - wyjaśnia Krzemiński.

- GZM ma kłopoty nie tylko z powodu braku ustawy metopolitarnej. Powodem jest też to, że często interesy ogólne są rozbieżne z interesami poszczególnych członków - uważa dr Marek Mazur z Uniwersytetu Śląskiego. - I bywa tak, że z ogólną decyzją korzystną dla regionu wygrywają partykularne interesy miast członkowskich.

Podobnego zdania są mieszkańcy regionu. - My, przeciętni obywatele, nie widzimy efektów działania związku. Może na jego działalność nie płacimy dużo, ale takie papierowe instytucje nikomu nie są potrzebne - emocjonuje się chorzowianin Edward Jachimowicz.
Obrazek

Posty: 1379
Dołączył(a): Cz, 14 sierpnia 2008, 22:31
Lokalizacja: Sosnowiec - Zagórze Pekin
PostNapisane: Wt, 2 września 2008, 22:06
http://katowice.naszemiasto.pl/wydarzenia/892905.html

Apel Związku Ludności Narodowości Śląskiej do premiera Tuska o uznanie niepodległości Abchazji i Osetii Południowej, o którym pisaliśmy w sobotnim wydaniu naszej gazety, zbulwersował opinię publiczną. Pochwała rosyjskiej inwazji nie jest wszak zgodna z polską racją stanu. W tej sytuacji padły pytania: Czy Śląsk może stać się drugim Kosowem? Czy rzeczywiście odradza się śląski separatyzm?

- Autorzy apelu stworzyli groźny precedens. Abchazja i Osetia uzyskały niepodległość kosztem jedności Gruzji przy pomocy jej wroga, czyli Rosji - wyjaśnia historyk, prof. Zygmunt Woźniczka. Śląscy autonomiści wpisali się w ten sposób w niechlubną, znaną szczególnie w naszym regionie, rolę piątej kolumny.

- Tego typu deklaracje zawsze wzbudzają niepokój. Zrozumiałem to przed laty, gdy rozpoczął się sądowy bój o uznanie narodowości śląskiej. Zadzwonił wtedy do mnie wielki pisarz, Ryszard Kapuściński z pytaniem, czy to wstęp do walki o separatyzm - mówi prof. Marek Szczepański, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego.


Jerzy Gorzelik, lider Ruchu Autonomii Śląska, zdystansował się wczoraj od oświadczenia ZLNŚ i wydał własne, w którym krytykuje rosyjską inwazję.

- Ślązakom chce się na siłę przypisać rolę piątej kolumny. To haniebne - stwierdził Gorzelik.

- Nastroje części członków Ruchu Autonomii Śląska budzą niepokój. Szczególnie groźnie brzmi powtarzane często sformułowanie "Śląsk dla Ślązaków" - ocenia Piotr Spyra, prezes Ruchu Polski Śląsk.

Inicjatywy RAŚ o wytyczeniu granic Śląska politycy nie traktują poważnie. - Nie ma mowy o zmianie podziału administracyjnego kraju - wyjaśnia poseł Grzegorz Dolniak.

Sądowy bój o uznanie narodowości śląskiej, dążenie do kodyfikacji języka śląskiego - to dwie najbardziej spektakularne inicjatywy podjęte przez Związek Ludności Narodowości Śląskiej i Ruch Autonomii Śląska.

Obie organizacje są stałym punktem odniesienia w dyskusjach o przyszłości regionu. Są aktywne na forum międzynarodowym. RAŚ jest członkiem Wolnego Sojuszu Europejskiego, ugrupowania skupiającego tzw. organizacje "narodów bez państw". Ich celem jest uzyskanie autonomii. Wydane właśnie oświadczenia w sprawie konfliktu w Gruzji, w którym ZLNŚ wzywa do uznania niepodległości Abchazji i Osetii, zbulwersowało polską opinię.

Andrzej Roczniok, lider ZLNŚ uparcie twierdzi, że nie interesuje go polityka. - Nie ma znaczenia, czy będzie to województwo, land, czy republika. Jako związek walczymy o prawa i wolność dla Ślązaków. Między innymi o prawdziwe nauczanie historii w szkołach i uznanie języka.

56 tys. mieszkańców naszego województwa deklaruje, że mówi po śląsku. 173 tys. osób zadeklarowało w czasie spisu powszechnego narodowość śląską.

- Rdzenni Ślązacy wskutek różnych procesów historycznych w woj. śląskim są mniejszością. Wszelkie jednak plany związane z powrotem do autonomii to skazane na niepowodzenie inicjatywy polityczne - ocenia Jan Dziadul, publicysta "Polityki".

Choć na czele marszów autonomistów chodzą sympatyzujący z ruchem poseł Kazimierz Kutz i pisarz Henryk Waniek, tzw. pierwsza polityczna liga nie docenia siły tych organizacji. Poseł Grzegorz Dolniak (PO) wypowiedzi o charakterze separatystycznym traktuje z troską, ale ich nie przecenia. - To sposób na medialne zaistnienie grupki osób - mówi poseł.

Organizacje te mają jednak na swoim koncie szereg budzących pozytywny oddźwięk akcji. To dzięki RAŚ oraz ZLNŚ w 2007 r. językowi śląskiemu został nadany kod międzynarodowy przez ISO 639 Joint Advisory Committee, czyli Wspólny Komitet Doradczy ISO 639. Współtworzy go m.in. Biblioteka Kongresu w Waszyngtonie. Właśnie ta najbardziej prestiżowa instytucja tego typu na świecie - wpisała język śląski do swojego rejestru języków świata!

- Bój o uznanie języka śląskiego ma podtekst polityczny. Jest język, jest mniejszość. To obecnie główny cel organizacji autonomistycznych - twierdzi Piotr Spyra, prezes Ruchu Polski Śląsk.

Sąd Rejonowy w Opolu zarejestrował stowarzyszenie o nazwie Tôwarzistwo Piastowaniô Ślónskij Môwy "Danga" (tj. Tęcza) z siedzibą w Cisku. W woj. śląskim od stycznia działa "Pro Loquela Silesiana" - ferajn do pjastowańo a průmowańo ślůnskij godki, czyli stowarzyszenie kultywujące mowę śląską.

Sytuacja na Śląsku wzbudziła niepokój Towarzystwa Obrony Zachodnich Kresów Polski. 22 września Towarzystwo organizuje konferencję o... przejawach separatyzmu na Śląsku. Będzie na niej mowa o antypolskim charakterze dążeń do uznania narodu śląskiego. - To odpowiedź na to, co między innymi robi RAŚ i ZLNŚ. Ich działalność uderza w państwo, narusza trwałość Polski - ocenia Jadwiga Rudnicka z TOZKP.

Jerzy Gorzelik lider RAŚ wciąż zgłasza nowe pomysły. Teraz chce zmian w podziale administracyjnym Polski. - Śląsk w historycznych granicach z częścią Opolszczyzny i Górnego Śląska, bez Żywiecczyzny, Częstochowy i części Zagłębia to tylko propozycja do dyskusji - mówi. Jaką to część Zagłębia chce ukraść Gorzelik? Chyba mu chodzi o Port Lotniczy :D
Obrazek

Posty: 1379
Dołączył(a): Cz, 14 sierpnia 2008, 22:31
Lokalizacja: Sosnowiec - Zagórze Pekin
PostNapisane: Pt, 5 września 2008, 15:19
Kamil coś dla Ciebie

http://www.polskatimes.pl/dziennikzacho ... -komentarz

Załamać się można. Murowany Antydąb września.

Połowa ligi jest ze Śląska

W piątek rozpoczyna się sezon hokejowy. Przez najbliższe pół roku kibice w naszym regionie ekscytować się będą zmaganiami ekstraligi. Emocji na pewno nie zabraknie. Dość powiedzieć, że aż połowa drużyn w najwyższej klasie rozgrywkowej pochodzi z woj. śląskiego.

Prezentację naszych zespołów rozpoczynamy od GKS Tychy regularnie grającego w ostatnich latach w finale mistrzostw Polski.
- Jak zawsze będziemy walczyć o mistrzostwo. Zmian w zespole nie było zbyt wiele, bo postawiliśmy na zawodników, którzy w poprzednich rozgrywkach byli o krok o zdobycia złotego medalu. Jeżeli będzie potrzeba, to w grudniu uzupełnimy skład zagranicznymi hokeistami - powiedział dyrektor GKS Tychy Karol Pawlik.

Tyszanom trudno będzie jednak podtrzymać swój finałowy serial, bo przez kilka najbliższych miesięcy nie będą mogli korzystać z własnego lodowiska. Tyska tafla jest w remoncie i do użytku oddana będzie dopiero na początku przyszłego roku. Do tego czasu podopieczni trenera Wojciecha Matczaka rozgrywać mają swoje mecze w małej hali katowickiego Spodka. Przy Rondzie będzie mogło ich dopingować zaledwie 600 kibiców. Do problemów z lodowiskiem doszły też kłopoty kadrowe. Poważnych kontuzji doznali Łukasz Sokół oraz Mariusz Justka i nie wiadomo, czy któryś w nich w tym sezonie wyjedzie na lód.

W Tychach były tylko kosmetyczne zmiany w kadrze, za to w Sosnowcu latem doszło do prawdziwej rewolucji. Wszystko po to, by Zagłębie, po 18 latach przerwy, znów stanęło na podium mistrzostw Polski.

- Po cichu wszyscy marzymy o medalu, ale chcemy do tego dojść stopniowo. Na razie zadaniem jakie postawiliśmy przed drużyną jest awans do czołowej szóstki. Później chcielibyśmy powalczyć o zakwalifikowanie się w play off do półfinału, a kiedy już znajdziemy się w gronie czterech najlepszych ekip to będziemy się zastanawiać jak wdrapać się na podium - stwierdził prezes Zagłębia Adam Bernat.

Sosnowiczanie po zakontraktowaniu mocnych obcokrajowców i ściągnięciu na Stadion Zimowy czołowych graczy Podhala są w tym sezonie jednym z faworytów rozgrywek. Zespół ma ogromny potencjał, a czas pokaże jak zawodnicy poradzą sobie z presją, bo nad Brynicą wszyscy oczekują od nich sukcesu.

(032)3582140 numer pana redaktora Sroki, ja już zadzwoniłem.
j.sroka@dz.com.pl
Obrazek
Avatar użytkownika
Posty: 2439
Dołączył(a): Śr, 4 czerwca 2008, 19:42
Lokalizacja: Będzin
PostNapisane: So, 6 września 2008, 08:15
podaję link - ale to raczej chyba już tylko w ramach pośmiania się i dobrego humoru z rana
nie bierzcie, proszę, tego na poważnie :D

http://www.infopraca.pl/pl/praca/KOORDY ... ertas_push

Posty: 1379
Dołączył(a): Cz, 14 sierpnia 2008, 22:31
Lokalizacja: Sosnowiec - Zagórze Pekin
PostNapisane: N, 7 września 2008, 14:51
Ale wstyd. Pipa wołowa z Pani a nie znana podróżniczka :D

http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,3505 ... olski.html

- Górny Śląsk jest równie piękny jak Puszcza Białowieska czy bieszczadzkie połoniny - przekonuje Elżbieta Dzikowska, najsłynniejsza polska podróżniczka. W swojej najnowszej książce opisała nasz region jako jeden z siedmiu cudów Polski.

Elżbieta Dzikowska promuje właśnie czwarty tom ''Grochu i kapusty'', w którym opisuje najpiękniejsze miejsca w Polsce. Na dniach książkę będzie można kupić w księgarniachANNA MALINOWSKA: "Pieprz i wanilię" zamieniła Pani na "Groch i kapustę". To cykl książek i programów telewizyjnych, w których pokazuje Pani Polskę. Postanowiła Pani odpocząć od egzotycznych podróży?

ELŻBIETA DZIKOWSKA: Nie przestaję penetrować świata. Ale w pewnym momencie zorientowałam się, że Polska została zapomniana. Z Tonym Halikiem uchyliliśmy okno, przez które ostatnio uciekają z kraju miliony Polaków. Dzisiaj zdobycie paszportu czy przekroczenie granic to pestka. Poza tym coraz więcej ludzi stać na zagraniczne wyjazdy, bo nie są już takie drogie, więc latają do ciepłych krajów, a Polska leży odłogiem. Zaczęło mnie to martwić. Mamy tyle pięknych, niezauważonych albo zapomnianych miejsc. Ludzie znają mnie z programu "Pieprz i wanilia", wiedzą, że zwiedziłam cały świat, i mają do mnie zaufanie. Jak im powiem, że to i to miejsce jest piękne i warto je odwiedzić, to mi zwyczajnie uwierzą. Jeśli zaproponuję jakiś szlak, pomyślą: oho, Dzikowska tam była, ona byle gdzie nie jeździ. Oczywiście spoczywa na mnie wielka odpowiedzialność, dlatego starannie wybieram szlaki moich wędrówek. I tak zaczęłam pokazywać Polskę, jej najpiękniejsze zakątki. A jest naprawdę co!

W swojej najnowszej książce opisuje Pani siedem cudów Polski. Jednym z nich jest Górny Śląsk.

- Jestem nim zauroczona. Wszyscy kojarzą Górny Śląsk z dymem, brudem, kominami i hałdami. Nic bardziej mylnego! Niedowiarków informuję: to miejsce pełne zieleni i lasów, a jadąc leśnym duktem, można spotkać jelenia czy dzika. Jest gdzie popływać i co zwiedzać, drodzy państwo! Pod ziemią oraz na ziemi. Są zabytkowe wspaniałości, jak kopalnie w Zabrzu i Tarnowskich Górach, ale jest też dużo rzeczy nowszych, na przykład kościół św. Ducha w Tychach autorstwa Stanisława Niemczyka z wystrojem Jerzego Nowosielskiego. Nie jest to dzieło wiekowe, ale bardzo interesujące.

Tychy to również przepięknie urządzony browar! Próbowała Pani tutejszego piwa?

- Próbowałam, ale piwa nie lubię. Uwielbiam za to czerwone wytrawne wino. Nie przepadam też, i tu przepraszam wszystkich Ślązaków, za kluskami. Wolę zestaw rolada plus modro kapusta, bez kluseczek.

W jakim stanie są śląskie zabytki?
- Niestety, w różnym. Jest tu wiele ruin, zaniedbanych szczątków pałaców, niewykorzystanych obiektów poprzemysłowych, które też chylą się ku upadkowi. Ale są też wspaniale odnawiane Rudy Raciborskie z magicznym parkiem. Albo przepiękny Racibórz z kościołem św. Wawrzyńca, muzeum, w którym oglądałam sarkofag z mumią egipską. Czy pani wie, że w Raciborzu jest Muzeum Dentystyczne? Wygląda trochę jak muzeum tortur, ale to arcyciekawa ekspozycja. Są Gliwice z ładnym ratuszem, Sosnowiec z przepięknym Pałacem Dietla i słynną łazienką, w której filmowano równie znane "Dzieje grzechu".
Oszalałam na punkcie Pszczyny, a zwłaszcza pobliskich Promnic i schowanego w lesie zameczku myśliwskiego, do którego uciekała, nieszczęśliwa skądinąd, księżniczka Daisy. Dziś serwuje się tu prawdziwe przysmaki, ale, niestety, niewielu stać na ich skosztowanie.

Region tworzą też ludzie. Jak na tle innych części kraju wypadają Ślązacy?

- Można mieć do nich zaufanie. Są uczciwi i dbają o miejsce, w którym mieszkają. Lubią porządek i mają specyficzne poczucie humoru, potrafią śmiać się sami z siebie, co w Polsce jest rzadkością. Na Śląsku mam też przyjaciół, z którymi jeżdżę na wyprawy. Mój kolega, Józio Golec z Knurowa, mówi przepiękną gwarą. Kiedy jesteśmy w Meksyku albo w Indonezji, Józio krzyczy do mnie: "Dziołszka, podej mi szolka!". Jeśli nie wiem, co mówi, to zawsze pytam, więc sporo się nauczyłam. Ale tylko rozumiem sporo gwary, nigdy bym nie ośmieliła się nią posługiwać.

Co najbardziej urzekło Panią na Śląsku? Taki typ numer jeden Elżbiety Dzikowskiej.

- Uważam, że największym skarbem Polski są drewniane kościoły! W gotyku, innych stylach architektonicznych bije nas Europa Zachodnia, ale mamy wprost cudowną drewnianą architekturę sakralną. Występuje również na Śląsku: w Ostropie, albo kościół św. Jadwigi w Zabrzu, przepiękny, prowincjonalny na planie ośmioboku.

Jeśli miałabym wskazać jedną rzecz na Śląsku, to miałabym problem, bo tego po prostu jest dużo. Jak powiem o zabytkowych kopalniach, to zaraz myślę o lasach, o Pszczynie i tak w kółko. Śląsk jest przebogaty.

A Katowice? To w końcu stolica regionu.

- To nie jest najpiękniejsze miasto świata (śmiech). Na pewno ma duszę, tylko to strasznie rogata dusza. Moim zdaniem w Katowicach jest najładniejszy pomnik w Polsce - skrzydła Powstańców Śląskich. Zaprojektował je mój przyjaciel Gustaw Zemła. Do tej pory nikt nie stworzył niczego ciekawszego. Lubię też Muzeum Śląskie, w którym nieraz miałam swoje wystawy i zawsze dobrze współpracowało mi się z muzealnikami.

Byłam też w takim okrąglaku na rondzie, ale nie wiem, czy usytuowanie tego miejsca jest najszczęśliwsze. Znam również klub Spiż. Jego właściciel, Bogdan Spiż, to mój dobry znajomy, jego ojciec też był browarnikiem. W Spiżu jest przyjemnie. Raz grają heavy metal, innym razem melodie z lat 50. i wtedy mogę tam zajrzeć, też się dobrze czuć. Jak wspomniałam, piwa nie lubię, ale wiem, że na Śląsku to ważny trunek. To oczywiście efekt zaszłości historycznych, wpływ Czechów i Niemców. Tak, Śląsk to raj dla piwoszy, ale wracając do Katowic - wciąż zostawiam je sobie na deser. W przyszłości chcę przygotować książkę poświęconą metropoliom. Obok Poznania czy Gdańska nie może zabraknąć Katowic. Ich eksplorowanie zostawiam sobie na potem, na razie krążę po peryferiach.

Czym śląska prowincja różni się od tej w innych częściach kraju?

- Pod tym względem w całej Polsce jest tak samo. Drogi są po prostu fatalne. To prawdziwa zmora każdego kierowcy: dziury, koleiny, nigdy niekończące się remonty i korki. Wolę jeździć pociągiem niż samochodem. Wciąż brakuje knajpek na średnią kieszeń, choć z satysfakcją obserwuję, że zaczyna się to zmieniać. Za normalne pieniądze można już zjeść pstrąga, pierogi czy placki ziemniaczane. Bo oczywiście mówię o normalnym jedzeniu, a nie o fast foodach, których po prostu nie znoszę. Brakuje też bazy hotelowej z przystępnymi cenami, ale na prowincji rozwija się agroturystyka, co trochę ratuje sprawę noclegów. Musimy iść w kierunku przystępnych cen, bo stajemy się krajem drogim, nawet dla obcokrajowców. Zapewniam, że ludzie bogaci też sugerują się cennikiem. Pójście tylko w wielogwiazdkowe hotele i ekskluzywne restauracje to błąd.

Brakuje również kultury obsługi. Siedziałam w knajpce w jednym ze śląskich miasteczek. Stoliki obsługiwała młoda, śliczna dziewczyna, ale była smutna i robiła wszystko na odwal się. Zagaduję o specjalność kuchni, pytam, co w miasteczku można zwiedzić. A ona coś odburkuje i patrzy spode łba. A przecież byłoby przyjemniej, gdyby się uśmiechnęła i odpowiedziała. Wiem, że mógł ją rzucić narzeczony, szef pewnie mało płaci i kłopotów cała masa, ale to żadne usprawiedliwienie. Obsługa w Polsce wciąż wymaga czegoś, co ja nazywam "reformą uśmiechu".


Górny Śląsk to głównie zabytki poprzemysłowe. Większość z nich nie może doczekać się rewitalizacji. Czeka je długa droga, zanim staną się drugim Zagłębiem Ruhry.

- W Zagłębiu Ruhry nie byłam i w najbliższym czasie się tam nie wybieram. Dla mnie więc Śląsk ze Sztolnią Czarnego Pstrąga i kopalnią Luiza jest numerem jeden! Choć zjeździłam cały świat, te miejsca są dla mnie absolutnie niepowtarzalne.

* Elżbieta Dzikowska - historyk sztuki, sinolog, podróżniczka, reżyserka i operatorka filmów dokumentalnych. Autorka wielu książek, programów telewizyjnych, wystaw sztuki współczesnej. Wraz z mężem, Tonym Halikiem, nakręciła 300 filmów dokumentalnych z podróży na wszystkie kontynenty. Byli pierwszymi Polakami, którzy w 1976 roku dotarli do ruin zaginionego miasta Vilcabamba, ostatniej stolicy Inków. Przez lata Dzikowska i Halik prowadzili popularny program telewizyjny "Pieprz i wanilia".

Dzikowska pracuje teraz nad albumami o Norwegii i Mongolii. Razem z Programem Drugim TVP przygotowuje cykl "Tropem wielkich odkrywców".

Podpis pod zdjęcie: Elżbieta Dzikowska odwiedziła Bielsko-Białą, gdzie promowała czwarty tom "Grochu i kapusty", który na dniach będzie można kupić w księgarniach
Obrazek
Następna strona

Powrót do Tożsamość Zagłębiowska

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron