Przywróćmy pamięć wybitnych postaci związanych z Zagłębiem !

Avatar użytkownika
Posty: 457
Dołączył(a): Pn, 2 lutego 2009, 17:29
Lokalizacja: Rubieże człowieczeństwa
PostNapisane: Pt, 21 maja 2010, 12:23
Marian Kantor-Mirski - człowiek zasłużony dla Zagłębia Dąbrowskiego. Człowiek bez którego historia naszego regionu (zwłaszcza Będzina) byłaby uboga. Jego publikacje to pozycja obowiązkowa dla każdego historyka lub pasjonata historii zainteresowanego Zagłębiem Dąbrowskim. Kantor - Mirski to człowiek, który jest jednym z symboli naszego regionu. Nie ma on ani swojej ulicy ani pomnika. To trzeba zmienić :!: :!: Ten człowiek zasługuje na pamięć i szacunek. Marzy mi się na ulicy Małachowskiego(która jest jedną z najbardziej uczęszczanych ulic w Będzinie) pomnik Mirskiego. Ale nie żaden obelisk, głaz ani tablica :!: Chodzi mi o pomnik przedstawiający jego postać w skali 1 : 1. Jeśli komuś potrzeba jest wzoru to polecam wycieczkę do Chorzowa. Jest tam świetny pomnik hrabiego Fryderyka Wilhelma von Redena. Chodzi mi właśnie o taki rodzaj pomnika :!: Jan Przemsza - Zieliński ma swój grób. Kantor-Mirski nie ma nic.... To powód do wstydu i do zastanowienia... Dlatego proszę was o poparcie mojego pomysłu i wypromowanie go wśród ludzi :) Bo chodzi o to, żeby ten pomysł miał poparcie wśród mieszkańców Zagłębia a nie był uznany za czyjś kaprys.
Załączniki
42109.3.jpg
źródło: http://www.mmsilesia.pl/rep/newsph/6005/42109.3.jpg

Posty: 5231
Dołączył(a): Cz, 5 czerwca 2008, 10:51
Lokalizacja: Sosnowiec
PostNapisane: So, 22 maja 2010, 00:20
Pomysł bardzo dobry i Marian Kantor Mirski jak najbardziej zasługuje na upamiętnienie i to we wszystkich miastach Zagłębia.
FdZD od dawna ma w planie podjęcie stosownych kroków co do tej postaci, ale także i do innych które także są warte przypomnienia i na to jak najbardziej zasługują. Pamiętasz zapewne naszą rozmowę w muzeum ? :)

Publikacja biogramów takich postaci na naszej stronie pełni rolę przypominania o nich i jest to pierwszy podstawowy krok.
Przygotowujemy także listę osób, wraz z uzasadnieniem (biografią) które mogły by stać się patronami zagłębiowskich ulic, ale raczej tych nowych, które przecież od czasu do czasu powstają tak aby nie tworzyć zamieszania, a czasem i różnych ;) emocji ze zmianą już istniejącego patrona.
Warto więc także przy Waszym udziale stworzyć taki "bank" czy "poczekalnię" nazwisk osób które na uhonorowanie zasługują.
Czekamy zatem na Wasze propozycje, ale jak wcześniej pisałem z uzasadnieniem, źródłami itd :) Przygotowane przez Was biogramy i zdjęcia tych osób będziemy także zamieszczać na naszej stronie, oczywiście wyłącznie za Waszą zgodą i z podaniem autora.

PS. Cezar, mam nadzieję że nie pogniewasz się za zmianę tytułu tematu, ale właśnie warto go rozszerzyć także i na inne nazwiska.
Avatar użytkownika
Posty: 225
Dołączył(a): Pn, 6 października 2008, 13:27
Lokalizacja: Sosnowiec
PostNapisane: So, 22 maja 2010, 00:40
Popieram!
Proponuję temat Kantora 'zapodać' szkole podstawowej przy ulicy Teatralnej, przed nieudaną reformą Nr 8, teraz nie znam numerka. Od jakiegoś czasu wisi tam tablica informująca o tym, że jest to 'śląska szkoła' . Gratuluję samopoczucia dyrekcji! I tak samo 'góry' z Górskim na czele, który na to pozwala!
vivata sralezja :evil:
Brakuje tam na tym budynku, obok tego napisu, takiego żółego kanara na niebieskim tle :o
Avatar użytkownika
Posty: 457
Dołączył(a): Pn, 2 lutego 2009, 17:29
Lokalizacja: Rubieże człowieczeństwa
PostNapisane: So, 22 maja 2010, 13:18
Wcale się nie gniewam za zmianę tytułu posta ;) W Zagłebiu brakuje miejsc gdzie by upamiętniono takie osoby jak Kantor-Mirski czy Stanisław Kalabiński. Zresztą jest ich wielu. Problem w tym, że są zapomniani albo ignorowani. Nie wiem co gorsze... Chodzi w tym wszystkim też o to żeby skończyć wreszcie w Zagłębiu z bezkształtnymi pomnikami. Pomnikami z którymi nie utożsamiają się ludzie i obok których przechodzą obojętnie. Niech to będą pomniki przedstawiające człowieka, który zasłużył się czy to dla miasta czy też regionu w skali 1 : 1.

Posty: 1379
Dołączył(a): Cz, 14 sierpnia 2008, 22:31
Lokalizacja: Sosnowiec - Zagórze Pekin
PostNapisane: So, 22 maja 2010, 19:59
O nazwach ulic decydują chyba sympatie polityczne rządzących oraz pieniądze. Bo nie potrafię inaczej wytłumaczyć takie dziwactwo jak ulica G. Daimlera w Sosnowcu (obok salonu a jakże....Mercedesa) :) Ciekawe czy Daimler kiedyś o Sosnowcu słyszał :) ja to w ogóle bym najpierw lokalnym bohaterom dał przynajmniej to minimum jak nazwa ulicy, a o wielkich Polaków czy mężów stanu całego świata się nie martwił bo mają ich setki w innych miastach. W Sosnowcu jednak jest Daimler, Dmowski, ks. Popiełuszko zamiast Szpilmana, Ciszewskiego, Gierka (może wzbudzał kontrowersje ale był NASZ i jest znany w całym kraju). Jak mi ktoś poda związek Popiełuszki lub Dmowskiego z Sosnowcem to oki. Z tym, że jaki by nie miał być patron ulicy, ludzie będą przeciwni zmianom bo to koszty.
Obrazek
Avatar użytkownika
Posty: 2832
Dołączył(a): Śr, 4 czerwca 2008, 22:20
Lokalizacja: Środula
PostNapisane: Pt, 18 marca 2011, 21:59
Jerzy Marian Nowiński
- tenor -
/ 1930 – 1989 /


Urodzony 1-go stycznia 1930 roku w Sosnowcu syn Władysława i Marii zd. Jaworska.
Znakomity śpiewak opery i operetki. Jeden z piękniejszych głosów minionego stulecia.
Artysta w 1953 roku zostaje zaangażowany w powstającym w tym czasie zespole „Śląsk”.
Przesłuchuje go, oraz z zachwytem przyjmuje do zespołu znakomity profesor założyciel zespołu Stanisław Haydna. W zespole „Śląsk” pozostaje przez dziesięć lat, będąc jego podporą
oraz wiodącym pierwszym solistą. Śpiewa w wielu krajach świata.
Następnie zaangażowany zostaje równocześnie w Operze Bytomskiej, Operetce Gliwickiej,
oraz w Teatrze Wielkim w Łodzi gdzie, kreuje pierwszoplanowe role. Zadziwiając swym
pięknym tenorowym głosem publiczność, krytyków teatralnych oraz operowych.
Śpiewa pierwszoplanowe role w „Tosce” Pucciniego, „Halce” Moniuszki, „Fauście”Gounoda, „Rigoletto” Werdiego, „Strasznym Dworze” Moniuszki, „Baronie Cygańskim” Straussa, Ptaszniku z Tyrolu” Straussa, „Cyrano de Bergerac” oraz wielu innych.
Kiedy sława Jerzego Nowińskiego sięga szczytu, rozśpiewany Jurek koncertuje wszędzie.
Tam, gdzie go zapraszają i chcą go słuchać. W latach siedemdziesiątych oraz na początku
lat osiemdziesiątych śpiewa w „Kabarecie – Operetce” założonym w Sosnowcu przez
artystę śpiewaka Alfreda Jarosz – Korczyńskiego. Koncertują przeważnie charytatywnie
w domach kultury, domach opieki, szpitalach, koncertują w kościołach, gdzie cały dochód
z koncertu przeznaczany był na potrzeby kościoła, dając „Koncerty Maryjne”.
Jego przepiękny i silny tenorowy głos rozbrzmiewał w wielu zakątkach Sosnowca, Zagłębia
oraz kraju. Karierę Jurka Nowińskiego oceniają i doceniają znawcy sztuki, opery i operetki.
Zawsze zgodnie - bo pozytywnie. Czołowy tenor Opery Bytomskiej Henryk Grychnik po latach stwierdza, że gdyby miał głos tak mocny i bohaterski jak Jurek Nowiński, to świat byłby jego – poszedłby śladem Jana Kiepury. Natomiast, profesor Stanisław Haydna zapytany
Co sądzi o Jurku Nowińskim odpowiedział cyt. „W Sosnowcu było dwóch wielkich tenorów,
Kiepura i Nowiński, żeby nie obrazić jednego lub drugiego to powiem – obaj byli najlepsi”.
Dodać mogę, że Janek Kiepura to sława, fortuna, ambasador Sosnowca w świecie.
Natomiast Jurek Nowiński sława, przepiękny głos, lecz życie mieszczanina. /koniec cytatu/.
Jako młody człowiek znałem Jurka Nowinskiego, zachwycałem się jego przepięknym
i silnym głosem. Słyszałem go w kościołach i na wielu koncertach, w których uczestniczyłem.
Prowadząc konferansjerkę w w/w kabarecie.
Jurek śpiewał w knajpach, lokalach, na ślubach i na ulicy, wszędzie tam, gdzie był potrzebny.
Jerzy Nowiński na zawsze pozostał wierny swojemu miastu i swemu społeczeństwu, z którego wyszedł. Po kilkuletniej chorobie, opuszczony i zapomniany przez wszystkich umiera w swoim
ukochanym mieście w Sosnowcu - 2-go sierpnia 1989 roku. Żegna go nieliczna rodzina oraz kilkuosobowe grono przyjaciół. Pochowany zostaje na cmentarzu przy Alei Mareckiego w Sosnowcu.


Opracował : Sławomir Korczyński
Ostatnio edytowano Pt, 18 marca 2011, 22:01 przez Artur Żak, łącznie edytowano 1 raz
Forum mieszkańców Środuli - http://www.forum-srodula.pl
Avatar użytkownika
Posty: 2832
Dołączył(a): Śr, 4 czerwca 2008, 22:20
Lokalizacja: Środula
PostNapisane: Pt, 18 marca 2011, 22:01
Ignacy Piotr Wilczyński urodził się 1 sierpnia 1901 roku w Gołczy p. Miechów w rodzinie Antoniny z Kowalskich i Stanisława Wilczyńskiego, który był organistą w kościele w Gołczy pod wezwaniem św. Franciszka Ksawerego. Pierwsze wzmianki o w/w parafii sięgają 1657 roku. Ignacy Wilczyński pierwszy kontakt z organami miał w Gołczy i tam zaczął naukę gry na organach. Po ukończeniu szkoły podstawowej Ignacy przeniósł się do szkoły w Miechowie, gdzie uczył się i pracował jako pomocnik organisty. Po uzyskaniu niepodległości przez Polskę, 1 września 1918 roku rozpoczął naukę w Konserwatorium Towarzystwa Muzycznego w Krakowie. Uzyskiwał bardzo dobre wyniki w nauce gry na organach i teorii. Po 9 latach nauki otrzymał w dniu 4 lutego 1928 roku świadectwo ukończenia konserwatorium. Świadectwo to jest do dzisiaj ozdobą archiwum rodzinnego. W Krakowie utrzymywał się z wynagrodzenia
za zastępstwa organistów w kościołach krakowskich, między innymi u św. Anny.
Następnie przyjął stanowisko organisty w bardzo starym kościele św. Bartłomieja
w Chlinie k/Żarnowca. Parafia istnieje od 1354 roku, w tym czasie proboszczem był
ks. Adam Iwiński (1915-1942).
W 1938 roku obejmuje stanowisko organisty w nowej parafii św. Andrzeja Boboli na Starym Sosnowcu gdzie proboszczem był ks. Jan Kiwacz. Zamieszkując na ulicy Jastrzębiej Nr 6. W tym czasie kościół św. Andrzeja Boboli mieścił się w auli szkoły podstawowej nr 20 przy ulicy Piłsudskiego, gdzie nie było organów, więc grał na fisharmonii. W czasie okupacji hitlerowskiej, stałe zatrudnienie pomagało Wilczyńskiemu i jego rodzinie przeżyć ten trudny czas wojny. Udzielał również w domu potajemnie lekcji gry na pianinie. Jednym z jego uczniów był zamieszkały na ulicy Pawiej Alfred Jarosz – Korczyński późniejszy artysta opery Wrocławskiej, Bytomskiej oraz Operetki Gliwickiej. Kolejnym miejscem zatrudnienia Ignacego Wilczyńskiego staje się, wymarzony kościół pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny /obecna katedra/,w której rozpoczyna prace w 1945 roku. Kolejnym nowym miejscem zamieszkania Wilczyńskich jest dom przy ulicy Grabowej 13. Zaczyna organizować chór „Lutnia”. Próby chóru odbywały się w kancelarii parafialnej i w Sali „Caritasu” w piwnicy. Istniał w tym czasie zakaz władz PRL organizowania stowarzyszeń kościelnych. Oficjalnie chóru nie było a chórzyści należeli do chóru przy Poczcie w Sosnowcu.
Chór śpiewał na wszystkich uroczystościach kościelnych.
Msze św. uświetniali także soliści Opery Bytomskiej, pani Natalia Stokowacka, a stałym solistą był wspomniany wcześniej uczeń gry na pianinie, artysta śpiewak Alfred Jarosz - Korczyński. W późniejszym okresie chór łączył przyjemne z pożytecznym i wyjeżdżał do Jaroszowca lub Niegowonic i Czernej pod Krakowem gdzie śpiewał na mszy św. a resztę czasu chórzyści spędzali na spacerach po lesie. Z pracą organisty wiązało się także prowadzenie kancelarii polegające na ręcznym pisaniu wszystkich ksiąg cmentarnych
i przyjmowaniu petentów zgłaszających chrzty, pogrzeby i śluby.
Po 1956 roku działalność chóru ożywiła się. Organizowano w Domu Katolickim koncerty, przedstawienia, jasełka a nawet zabawy. Dochód z tych imprez przeznaczano na wyjazdy chóru na koncerty a także zakupienie jednolitych strojów dla chórzystów.
Ulubionym kompozytorem Wilczyńskiego był Sebastian Bach, w każdą niedzielę grał jego utwory, na przepięknych 50 głosowych organach zbudowanych przez słynną firmę krakowską Biernackich. Ponieważ organy były w nienajlepszym stanie technicznym, przekonał ks. Proboszcza Czesława Drożdża o konieczności remontu organów, czego dokonała firma z Krakowa. W czasie remontu organów z inicjatywy tego wspaniałego organisty, dobudowano 14 głosowe organy za głównym ołtarzem i połączono elektrycznie z głównym nowym manuałem. Dodatkowo zbudowano manuał dla tych organów w bocznej prawej nawie tak, aby nie trzeba było wchodzić na chór dla grania na tym instrumencie. Wilczyński, do czasu przejścia na emeryturę, czyli do 1975 roku, pracuje w parafii WNMP w Sosnowcu, prowadząc jednocześnie chór „Lutnia”. Będąc na emeryturze nie rozstawał się z muzyką. Dojeżdżał do kościoła w Jaroszowcu gdzie grał i uczył Stanisława Szotę, kandydata na organistę w tej parafii, a w swoim mieszkaniu do końca życia, grał na fisharmonii, umilając w ten sposób życie sobie
i rodzinie.
Zmarł 13 stycznia 1984 roku. Pochowany został na cmentarzu parafialnym przy Alei Mireckiego w Sosnowcu w obecności najbliższej rodziny, przyjaciół, artystów oraz chórzystów, którzy śpiewali swojemu dyrygentowi i mistrzowi organów.


Opracował
Sławomir Korczyński
Forum mieszkańców Środuli - http://www.forum-srodula.pl
Avatar użytkownika
Posty: 2832
Dołączył(a): Śr, 4 czerwca 2008, 22:20
Lokalizacja: Środula
PostNapisane: Pt, 18 marca 2011, 22:03
Alfred Jarosz – Korczyński

/ baryton /

/1923 – 1986/

Urodził się 27.08.1923 r. w Sosnowcu, przy ul. Pawiej. Po ukończeniu szkoły średniej, uczęszczał do tajnej szkoły śpiewaczej , którą prowadziła prof. Ewa Horbaczewska. Uczelnia ta mieściła się w Sosnowcu, przy ul. Dęblińskiej. Wspomnieć należy, że pierwsze kroki stawiali tu również: Natalia Stokowacka, Marian Porębski, Marian Woźniczko i wielu innych. Alfred Jarosz – Korczyński kształcił się następnie u prof. Adama Didura oraz prof. Miłosławy Bursy w Krakowie. Odniósł wiele sukcesów na scenach Opery Wrocławskiej, gdzie m.in. śpiewał arię Janusza wraz z Marią Fołtyn w roli Halki, w roku 1954 roku. Następnie śpiewał w Operze Bytomskiej, u boku Bogdana Paprockiego, który do dziś wspomina kolegę Alfreda, jako znakomitego śpiewaka i przyjaciela. Przez szereg lat związany był z Operetką Gliwicką, gdzie wielokrotnie występował z primadonną, a zarazem ulubioną partnerką i przyjaciółką rodziny Wandą Pogańską oraz Marią Artykiewicz i Michaliną Growiec. Udzielał swojego pięknego barytonu w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu. Nie sposób wymienić postaci wykreowanych przez artystę, ale kilka z nich warto przypomnieć. Zaczynając od najbardziej przez niego ulubionych: Janusz w „Halce”, Walenty w „Fauście”, Ottokar w „Baronie cygańskim”, Ronin w „Słomkowym kapeluszu”, Kanako Hilo w „Kwiecie Hawai”, Hrabia w „Krainie uśmiechu”, Figaro w „Cyruliku Sewilskim”, poprzez inne opery i operetki: „Paria”, „Czar Walca”, „Can – can”, „Cliwia”, „Tęcza Finiana”, „Wiktoria i Jej Huzar” i wiele innych, do spektakli teatralnych(we wspomnianym TZ, z którym A.J.K. był bardzo związany): „Stracone Zachody Miłości”, „Maria Stuart”, „Trokadero, czyli kocha każdy z nas” (tu wystąpił u boku słynnego artysty filmowego i śpiewaka Bolesława Mierzejewskiego), oraz ciesząca się wielkim sukcesem baśń muzyczna „Czarodziejska lampa Alladyna”. Współpracował również w latach 50-tych z Państwowym Przedsiębiorstwem Imprez Estradowych „Artos” w Katowicach, a następnie z Wojewódzką Agencją Imprez Artystycznych „Waja” w Katowicach. Za zgodą władz miejskich i wojewódzkich był założycielem i Kierownikiem Artystycznym „Kabaretu – Operetki”. Zatrudniał artystów operowych, operetkowych, dramatycznych i estradowych, tancerzy i muzyków, m. innymi: Halinę Laskiewicz – Radecką, Jana Walaszka, Zdzisława Wilgę, Leokadię Korczyńską, Jerzego Nowińskiego, Janusza Osińskiego, Henryka Czechowskiego, Zofię Jarończyk, Andrzeja Hołaja, Sławomira Korczyńskiego, Wincentego Grabarczyka, Jerzego Kopacza, Karola Kocha, Roberta Mikułę, Michalinę Growiec i zasługującego na szczególne wyróżnienie Jerzego Czarskiego oraz wielu innych. Kabaret działał na terenie całego kraju, ale przede wszystkim Zagłębia Dąbrowskiego. Siedzibą kabaretu był Pałac Dietla, przy ul. Żeromskiego. Alfred Jarosz – Korczyński był wielkim społecznikiem, organizował imprezy, z których dochód przeznaczał na cele charytatywne. Dawał darmowe koncerty w PKPS – ach oraz podczas okolicznościowych jubileuszów i świąt. Był przykładem nie tylko społecznika, ale także wielkiego miłośnika i krzewiciela kultury; inicjatora i opiekuna zespołów artystycznych i kabaretów amatorskich. Organizował w szkołach koncerty umuzykalniające (w szczególności była to muzyka operowa i operetkowa), a wraz z Marią Wolny – Różycką, wnuczką Ludomira Różyckiego, propagowali twórczość tego znanego kompozytora.
A.K.J. był człowiekiem, który kochał ludzi. Trafiał więc ze swoim kabaretem do chorych i cierpiących. Występował w domach starców, szpitalach, domach dziecka, wszędzie tam, gdzie byli potrzebujący. Wspierali go w tej działalności, z dużym zaangażowaniem – córka Leokadia i syn Sławomir.
Artysta organizował wiele koncertów na rzecz Kościoła, były to tzw. Koncerty Maryjne. Fundusze przekazywał w całości na renowację i odbudowę kościołów. Jednym z największych takich przedsięwzięć, był koncert w Klasztorze O.O. Cystersów 1968 roku, z okazji 750 rocznicy przybycia do Jędrzejowa Błogosławionego Wincentego Kadłubka. Wśród kościołów Zagłębia były to najczęściej: Parafialny, budowany wtedy przez Księdza Prałata św. Józefa Jansona kościół pw. Św. Andrzeja Boboli, gdzie często śpiewał z artystką Opery Bytomskiej i wspaniałą koleżanką Natalią Stokowacką, którą zawsze wspominał bardzo mile (akompaniował im przeważnie Ignacy Wilczyński), ulubiony przez niego kościółek kolejowy pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa, kościół na Pogoni, Sielcu, w Milowicach, w Klasztorze Sióstr Karmelitanek i wiele innych świątyń na terenie Polski.
Alfred Jarosz – Korczyński działa również na terenie kraju. Przykładem tego był wkład pracy artystycznej w tworzeniu „Teatru Ziemi Pienińskiej”, przy Uzdrowisku Szczawnica – Krościenko, gdzie wystawiono m.in. sztuki: „Janosik”, „Wesele Góralskie” oraz kabaret „Graj – Carek”. Teatr został zatwierdzony przez Urząd Wojewódzki w Nowym Sączu w 1974r. Aktor społecznik, jak go wszędzie nazywano, wiele godzin pracy i imprez, przeznaczył na rzecz Uzdrowiska. Za swe zaangażowanie w działalność w/w teatru otrzymał dyplom uznania od władz wojewódzkich Nowego Sącza, wręczony przez ówczesnego dyrektora Uzdrowiska dr Pawła Kuklińskiego.
Dziś naszym miastom brakuje takich artystów – społeczników, jakim był Alfred Jarosz-Korczyński, który wiele lat swojego życia artystycznego poświęcił dla społeczeństwa, dla miasta i kraju.
Alfred Jarosz-Korczyński zmarł nagle 04.06.1986 roku. Pochowany został na cmentarzu, przy Al. Mireckiego w Sosnowcu. Pogrzeb był wielką manifestacją; setki ludzi żegnały Artystę – Społecznika, m.in. przedstawiciele kultury, szkolnictwa, medycyny, górnictwa, hutnictwa, PKPS-ów i instytucji, z którymi współpracował, wielu księży, zgromadzenia zakonne oraz liczne rzesze społeczeństwa Sosnowca i okolicznych miast, a także przyjaciele z całej Polski.

Opracował : Sławomir Korczyński

Forum mieszkańców Środuli - http://www.forum-srodula.pl
Avatar użytkownika
Posty: 2832
Dołączył(a): Śr, 4 czerwca 2008, 22:20
Lokalizacja: Środula
PostNapisane: N, 20 marca 2011, 22:28
Zdzisław Badocha
(ur. 22 marca 1923 r. w Dąbrowie Górniczej, zm. 28 czerwca 1946 r. w majątku Czernin) – żołnierz Armii Krajowej, w latach powojennych dowódca 2. szwadronu 5 Wileńskiej Brygady AK, ps. "Żelazny".

Był synem Romana Badochy, podoficera Korpusu Ochrony Pogranicza, i Wandy z domu Tylec. Dzieciństwo spędził w Czudzinie w powiecie Łuniniec. Prawdopodobnie w 1937 lub 1938 jego rodzina zamieszkała w Nowych Święcianach, co było związane ze służbą ojca w KOP. Badocha uczęszczał do Gimnazjum im. Józefa Piłsudskiego w tym mieście. Od lutego 1938 należał też do ZHP do drużyny harcerskiej im. B. Głowackiego. W czerwcu 1942 rozpoczął działalność konspiracyjną w szeregach AK na Wileńszczyźnie. Został członkiem 23. Ośrodka Dywersyjnego Ignalino-Nowe Święciany. Przed majem 1943 objął dowództwo jednego z patroli 23. OD. Po wpadce i dekonspiracji od maja 1944 r. był żołnierzem plutonu sierż. Mieczysława Kitkiewicza ps. "Kitka" w 5. Wileńskiej Brygadzie AK pod dowództwem mjr. Zygmunta Szendzielarza ps. "Łupaszko". Uczestniczył w walkach o wyzwolenie Wilna w ramach operacji "Ostra Brama". 6 lipca jego oddział przeszedł do Puszczy Grodzieńskiej, gdzie 23 lipca w okolicach miejscowości Porzecze został otoczony wraz z całą 5. Brygadą przez Sowietów. Brygadzie jednak udało się rozproszyć. Badocha wraz z innymi żołnierzami swojego plutonu przedostał się na początku sierpnia w rejon Białegostoku. Tam został wcielony do 4. zapasowego pułku piechoty, stacjonującego w Dojlidach. W październiku zdezerterował z niego i przyłączył się w Kieturykach do odtwarzanej przez mjr. Z. Szendzielarza 5. Brygady Wileńskiej.Na pocz. 1945 został dowódcą plutonu w 4. szwadronie por. Mariana Plucińskiego ps. "Mścisław". Odtąd nieprzerwanie uczestniczył w walkach z oddziałami KBW, UB, MO i LWP oraz NKWD. W kwietniu jego oddział operował w rejonie Bielska Podlaskiego, Białowieży i Hajnówki. W maju – po koncentracji 1. i 4. szwadronu w Oleksinie – przeszedł na lewy brzeg Bugu, gdzie jego oddział działał do początku września (głównie na obszarze powiatu Sokołów Podlaski). 22 maja dostał awans do stopnia kaprala, a 15 sierpnia – do stopnia podporucznika. 7 września w Stoczku rozkazem Komendy Okręgu Białostockiego AK oddziały 5. Brygady zostały zdemobilizowane. Prawdopodobnie na pocz. października Badocha odwiedził swoją rodzinę w Dąbrowie Górniczej, pozostawiając jej na pamiątkę kolekcję fotografii żołnierzy 5. Brygady z dedykacjami, a następnie pojechał na Wybrzeże Gdańskie do mjr. Z. Szendzielarza, który podporządkował się ppłk. Antoniemu Olechnowiczowi ps. "Pohorecki", komendantowi Ośrodka Mobilizacyjnego Wileńskiego Okręgu AK. Na przełomie lutego i marca 1946 5. Brygada Wileńska wznowiła działania zbrojne. Podporucznik Badocha objął funkcję dowódcy patrolu bojowego. Na jego czele przeprowadził szereg akcji na terenie województwa gdańskiego i szczecińskiego. Na pocz. kwietnia – po reorganizacji 5. Brygady – został dowódcą 2. szwadronu. 6 kwietnia otrzymał od mjr. Z. Szendzielarza sygnet 5. Brygady za pełną poświęcenia i samozaparcia pracę w oddziale.

Działał wraz ze swoim szwadronem głównie na obszarze Borów Tucholskich. Do jego akcji należały m.in.:

5 kwietnia – rozbrojenie patrolu wojskowego i zdobycie 12 karabinów maszynowych;
4 maja – zlikwidowanie w Tleniu funkcjonariusza UBP z Drawska Jana Talpy i rozbrojenie posterunku SOK;
19 maja – rajd samochodem ciężarowym po powiecie starogardzkim i części kościerskiego i rozbrajanie posterunków MO w Kaliskach, Osiecznej, Osieku, Skórczu, Lubichowie, Zblewie i Starej Kiszewie (milicjanci byli puszczani wolno), ponadto w tej ostatniej miejscowości zostali rozstrzelani pracownicy miejscowej placówki UBP: doradca szefa UB w Kościerzynie lejtnant NKWD Piotr Szyniedzin, kierownik placówki UB Jerzy Fajer, pracownicy UB – Zygmunt Getczes i Michał Safian oraz członek PPR oraz ORMO i współpracownik UB Jan Kujach; szef PUBP w Skórczu sierż. Kisiel został puszczony wolno; dzięki radiu BBC o tej akcji dowiedziała się opinia społeczna za granicą;
21 maja - schwytanie i rozstrzelanie dwóch funkcjonariuszy PUBP z Koszalina - Edmunda Stankiewicza i Kazimierza Porczyka.
25 maja – starcie z grupą MO koło wsi Podjazdy w powiecie kartuskim, w wyniku którego poległ 1 milicjant i 1 funkcjonariusz UB (chor. Jan Szymczak), a 4 milicjantów zostało rannych.
Zawsze osobiście kwitował przejęcie rzeczy i sprzętu należącego do funkcjonariuszy MO i UBP.

W odpowiedzi na akcje 2. szwadronu władze komunistyczne skierowały przeciwko niemu duże siły UB, MO, KBW i wojska. Tymczasem ppor. Z. Badocha kontynuował swoje działania, przeprowadzając w pierwszych dniach czerwca wespół z pozostałymi szwadronami 5. Brygady akcje bojowe na posterunki MO w rejonie Dzierzgonia, Iławy i Sztumu. Po ich wykonaniu 2. szwadron zatrzymał się na odpoczynek we wsi Tulice koło Sztumu. 10 czerwca zaatakowała go grupa operacyjna UB i MO, w wyniku czego zginęło 2 funkcjonariuszy UB i 3 milicjantów (ponadto 3 milicjantów zostało rannych), a szwadronowi – dzięki umiejętnemu dowodzeniu przez ppor. Olgierda Christę ps. "Leszek" – udało się ujść. Ppor. Badocha został jednak ranny. Przewieziono go na leczenie do majątku Czernin koło Sztumu, administrowanego przez przedwojennego działacza kaszubskiego Ottomara Zielke, który na początku 1946 podjął współpracę z 5. Brygadą, zapewniając jej opiekę w podległych sobie majątkach. Badocha został jednak wkrótce zadenuncjowany przez aresztowaną wcześniej przez UB łączniczkę Reginę Żylińską ps. "Regina". 26 czerwca kilkunastoosobowa grupa operacyjna UB i MO z Malborka otoczyła majątek w celu aresztowania Badochy. Ten próbował wydostać się z okrążenia, ostrzeliwując się, ale zginął trafiony odłamkiem granatu. Miejsce jego pochówku jest nieznane. O okolicznościach śmierci jego rodzina dowiedziała się dopiero w latach 60.

15 maja 1946 mjr Z. Szendzielarz za zasługi i niezwykłe bohaterstwo przedstawił go do odznaczenia Krzyżem Virtuti Militari.

Obecnie upamiętniająca go tablica pamiątkowa znajduje się na ścianie kościoła w Czerninie.

:arrow: http://podziemiezbrojne.blox.pl/2007/04 ... esc-1.html
Forum mieszkańców Środuli - http://www.forum-srodula.pl

Posty: 1379
Dołączył(a): Cz, 14 sierpnia 2008, 22:31
Lokalizacja: Sosnowiec - Zagórze Pekin
PostNapisane: Pn, 21 marca 2011, 00:04
Artur Żak napisał(a):Zdzisław Badocha
(ur. 22 marca 1923 r. w Dąbrowie Górniczej, zm. 28 czerwca 1946 r. w majątku Czernin) – żołnierz Armii Krajowej, w latach powojennych dowódca 2. szwadronu 5 Wileńskiej Brygady AK, ps. "Żelazny".

Był synem Romana Badochy, podoficera Korpusu Ochrony Pogranicza, i Wandy z domu Tylec. Dzieciństwo spędził w Czudzinie w powiecie Łuniniec. Prawdopodobnie w 1937 lub 1938 jego rodzina zamieszkała w Nowych Święcianach, co było związane ze służbą ojca w KOP. Badocha uczęszczał do Gimnazjum im. Józefa Piłsudskiego w tym mieście. Od lutego 1938 należał też do ZHP do drużyny harcerskiej im. B. Głowackiego. W czerwcu 1942 rozpoczął działalność konspiracyjną w szeregach AK na Wileńszczyźnie. Został członkiem 23. Ośrodka Dywersyjnego Ignalino-Nowe Święciany. Przed majem 1943 objął dowództwo jednego z patroli 23. OD. Po wpadce i dekonspiracji od maja 1944 r. był żołnierzem plutonu sierż. Mieczysława Kitkiewicza ps. "Kitka" w 5. Wileńskiej Brygadzie AK pod dowództwem mjr. Zygmunta Szendzielarza ps. "Łupaszko". Uczestniczył w walkach o wyzwolenie Wilna w ramach operacji "Ostra Brama". 6 lipca jego oddział przeszedł do Puszczy Grodzieńskiej, gdzie 23 lipca w okolicach miejscowości Porzecze został otoczony wraz z całą 5. Brygadą przez Sowietów. Brygadzie jednak udało się rozproszyć. Badocha wraz z innymi żołnierzami swojego plutonu przedostał się na początku sierpnia w rejon Białegostoku. Tam został wcielony do 4. zapasowego pułku piechoty, stacjonującego w Dojlidach. W październiku zdezerterował z niego i przyłączył się w Kieturykach do odtwarzanej przez mjr. Z. Szendzielarza 5. Brygady Wileńskiej.Na pocz. 1945 został dowódcą plutonu w 4. szwadronie por. Mariana Plucińskiego ps. "Mścisław". Odtąd nieprzerwanie uczestniczył w walkach z oddziałami KBW, UB, MO i LWP oraz NKWD. W kwietniu jego oddział operował w rejonie Bielska Podlaskiego, Białowieży i Hajnówki. W maju – po koncentracji 1. i 4. szwadronu w Oleksinie – przeszedł na lewy brzeg Bugu, gdzie jego oddział działał do początku września (głównie na obszarze powiatu Sokołów Podlaski). 22 maja dostał awans do stopnia kaprala, a 15 sierpnia – do stopnia podporucznika. 7 września w Stoczku rozkazem Komendy Okręgu Białostockiego AK oddziały 5. Brygady zostały zdemobilizowane. Prawdopodobnie na pocz. października Badocha odwiedził swoją rodzinę w Dąbrowie Górniczej, pozostawiając jej na pamiątkę kolekcję fotografii żołnierzy 5. Brygady z dedykacjami, a następnie pojechał na Wybrzeże Gdańskie do mjr. Z. Szendzielarza, który podporządkował się ppłk. Antoniemu Olechnowiczowi ps. "Pohorecki", komendantowi Ośrodka Mobilizacyjnego Wileńskiego Okręgu AK. Na przełomie lutego i marca 1946 5. Brygada Wileńska wznowiła działania zbrojne. Podporucznik Badocha objął funkcję dowódcy patrolu bojowego. Na jego czele przeprowadził szereg akcji na terenie województwa gdańskiego i szczecińskiego. Na pocz. kwietnia – po reorganizacji 5. Brygady – został dowódcą 2. szwadronu. 6 kwietnia otrzymał od mjr. Z. Szendzielarza sygnet 5. Brygady za pełną poświęcenia i samozaparcia pracę w oddziale.

Działał wraz ze swoim szwadronem głównie na obszarze Borów Tucholskich. Do jego akcji należały m.in.:

5 kwietnia – rozbrojenie patrolu wojskowego i zdobycie 12 karabinów maszynowych;
4 maja – zlikwidowanie w Tleniu funkcjonariusza UBP z Drawska Jana Talpy i rozbrojenie posterunku SOK;
19 maja – rajd samochodem ciężarowym po powiecie starogardzkim i części kościerskiego i rozbrajanie posterunków MO w Kaliskach, Osiecznej, Osieku, Skórczu, Lubichowie, Zblewie i Starej Kiszewie (milicjanci byli puszczani wolno), ponadto w tej ostatniej miejscowości zostali rozstrzelani pracownicy miejscowej placówki UBP: doradca szefa UB w Kościerzynie lejtnant NKWD Piotr Szyniedzin, kierownik placówki UB Jerzy Fajer, pracownicy UB – Zygmunt Getczes i Michał Safian oraz członek PPR oraz ORMO i współpracownik UB Jan Kujach; szef PUBP w Skórczu sierż. Kisiel został puszczony wolno; dzięki radiu BBC o tej akcji dowiedziała się opinia społeczna za granicą;
21 maja - schwytanie i rozstrzelanie dwóch funkcjonariuszy PUBP z Koszalina - Edmunda Stankiewicza i Kazimierza Porczyka.
25 maja – starcie z grupą MO koło wsi Podjazdy w powiecie kartuskim, w wyniku którego poległ 1 milicjant i 1 funkcjonariusz UB (chor. Jan Szymczak), a 4 milicjantów zostało rannych.
Zawsze osobiście kwitował przejęcie rzeczy i sprzętu należącego do funkcjonariuszy MO i UBP.

W odpowiedzi na akcje 2. szwadronu władze komunistyczne skierowały przeciwko niemu duże siły UB, MO, KBW i wojska. Tymczasem ppor. Z. Badocha kontynuował swoje działania, przeprowadzając w pierwszych dniach czerwca wespół z pozostałymi szwadronami 5. Brygady akcje bojowe na posterunki MO w rejonie Dzierzgonia, Iławy i Sztumu. Po ich wykonaniu 2. szwadron zatrzymał się na odpoczynek we wsi Tulice koło Sztumu. 10 czerwca zaatakowała go grupa operacyjna UB i MO, w wyniku czego zginęło 2 funkcjonariuszy UB i 3 milicjantów (ponadto 3 milicjantów zostało rannych), a szwadronowi – dzięki umiejętnemu dowodzeniu przez ppor. Olgierda Christę ps. "Leszek" – udało się ujść. Ppor. Badocha został jednak ranny. Przewieziono go na leczenie do majątku Czernin koło Sztumu, administrowanego przez przedwojennego działacza kaszubskiego Ottomara Zielke, który na początku 1946 podjął współpracę z 5. Brygadą, zapewniając jej opiekę w podległych sobie majątkach. Badocha został jednak wkrótce zadenuncjowany przez aresztowaną wcześniej przez UB łączniczkę Reginę Żylińską ps. "Regina". 26 czerwca kilkunastoosobowa grupa operacyjna UB i MO z Malborka otoczyła majątek w celu aresztowania Badochy. Ten próbował wydostać się z okrążenia, ostrzeliwując się, ale zginął trafiony odłamkiem granatu. Miejsce jego pochówku jest nieznane. O okolicznościach śmierci jego rodzina dowiedziała się dopiero w latach 60.

15 maja 1946 mjr Z. Szendzielarz za zasługi i niezwykłe bohaterstwo przedstawił go do odznaczenia Krzyżem Virtuti Militari.

Obecnie upamiętniająca go tablica pamiątkowa znajduje się na ścianie kościoła w Czerninie.

:arrow: http://podziemiezbrojne.blox.pl/2007/04 ... esc-1.html



Nie przesadzajmy. Nie dość że nie potwierdzone to był przejazdem. Każdą znaną osobę która przejazdem będzie w Sosnowcu będziemy wspominać? To chyba lekko chybione.
Obrazek
Następna strona

Powrót do Tożsamość Zagłębiowska

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

cron