[phpBB Debug] PHP Notice: in file /viewtopic.php on line 993: date(): It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected the timezone 'UTC' for now, but please set date.timezone to select your timezone.
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /viewtopic.php on line 993: getdate(): It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected the timezone 'UTC' for now, but please set date.timezone to select your timezone.
Forum mieszkańców Zagłębia Dąbrowskiego • Zobacz temat - Jedyna Izba Przyjęć w mieście w Szpitalu Górniczym!

Jedyna Izba Przyjęć w mieście w Szpitalu Górniczym!

Avatar użytkownika
Posty: 2710
Dołączył(a): N, 15 czerwca 2008, 11:57
Lokalizacja: ZAGLęBIE DĄBROWSKIE ZAGÓRZE
PostNapisane: Cz, 5 stycznia 2012, 11:32
Gazeta.pl > Gazeta Sosnowiec
03.01.2012 08:48


Izba przyjęć w szpitalu św. Barbary w Sosnowcu od dwóch dni przeżywa oblężenie. Ludzie czekają na pomoc po kilka godzin. - Większość pacjentów przychodzi "z bolącym palcem", więc muszą poczekać. Dłużej, bo po zamknięciu dwóch izb w mieście przybyło nam nagle 30 proc. chorych - mówi ordynator izby

W Sosnowcu od dwóch dni całe ponad 200-tysięczne miasto obsługuje tylko jedna izba przyjęć w Wojewódzkim Specjalistycznym Szpitalu św. Barbary na granicy z Będzinem. Szpital miejski odmówił przyjmowania chorych w nagłych wypadkach z powodu zbyt niskiego kontraktu z NFZ-etem.

Nie działa też izba przyjęć w centrum, a w Zagórzu nawet bramę szpitala zamknięto na kłódkę. - Jedna z pierwszych karetek w nowym roku utknęła tam, wioząc pacjenta z udarem. Przez szybę personel na migi pokazywał, że mają nieczynne, że nie wpuszczają - opowiadają zszokowani ratownicy w szpitalu św. Barbary.

Otoczona 60-osobowym tłumem rejestratorka aż się chwieje ze zmęczenia. - Do południa 43 przypadki, tyle co przedtem na cały dzień - zlicza, spoglądając w księgę przyjęć. Przez markotne mrowie raz po raz ratownicy pchają nosze za jasnozielone firanki. Tu zaś diagnozują lekarze: badania krwi, zdjęcia RTG, pomiar ciśnienia, niekiedy intubacja i respirator. Z tablicy, na której posegregowano przypadki w kolorach czerwonym (zagrożenie życia), żółtym (nagłe zagrożenie zdrowia - druga kolejność) i zielonym (pozostali), zdarto karteczki z przewidywanym czasem oczekiwania, bo od dwóch dni rachuby nie mają sensu.

Na ławce od pięciu godzin powstrzymuje nerwy Jerzy (61 lat) z arytmią serca i migotaniem komór. Od czterech godzin czeka Janina (76 lat) i szlocha z bólu - ma atak wątroby, na opuchniętych nogach męskie filcowe buty. - Boli, nie mogę zrobić kroku - kobieta boi się i płacze.

Piątą godzinę czeka Józef (73 lata), półtora miesiąca po zawale, ze stentami. - Przez święta znowu zaczęło męża zatykać - tłumaczy zlękniona żona. Obok trzęsąca się na wózku Joanna (72 lata) z Pogoni, którą od czterech godzin stara się pocieszyć córka. - Mama choruje neurologicznie, ma nowe ataki, wymiotuje. Nie możemy czekać ze skierowaniem do szpitala na luty! - tłumaczy pośpiesznie.

Feliks Kuliś (86 lat) znad zakrwawionej nerki, do której kapie krew z nosa, podnosi przerażony wzrok. - Jak psy nas traktują. Tam za drzwiami na ziemi leży chory człowiek i także czeka - żona Kazimiera wskazuje wzrokiem na salę nr 41. Ciszę przerywa wejście młodszego mężczyzny z zaciśniętymi do bólu powiekami - jest oślepiony, miał wypadek na budowie, pielęgniarki prowadzą go prosto za firanki.

Dr Czarosław Kijonka, ordynator izby i SOR-u w szpitalu św. Barbary, uspokaja, że sytuacja jest pod kontrolą. - Jeszcze nie czuję się jak na wojnie, nie muszę selekcjonować ciężko rannych. Każdy chory z zagrożeniem życia na pewno znajdzie pomoc, są wolne miejsca, mamy rezerwę sprzętu - mówi lekarz. Dodaje, że większość pacjentów w izbie to ludzie, którzy nie wymagają hospitalizacji, przychodzą tradycyjnie „z bolącym palcem”.

- Z takimi chorymi nie jest nam po drodze na oddziale ratunkowym. Wcześniej trafiali do szpitala miejskiego. Oni także zostaną zaopatrzeni, ale muszą poczekać. Dłużej, bo po zamknięciu dwóch izb w mieście przybyło nam nagle 30 proc. chorych - mówi dr Kijonka.

W pierwszym dniu roku szpitalna izba przyjęła aż 103 pacjentów, a rekordzista czekał od 16 do 2 w nocy. W drugim dniu życie w kolejce wygrał mocno spocony mężczyzna, który spokojnie usiadł obok innych na ławeczce. Doświadczony ratownik medyczny powiódł wzrokiem po tłumie w izbie przyjęć, jego uwagę zwrócił pot na koszuli chorego. - Ten człowiek miał poważny zawał. Mógł umrzeć, czekając - komentują lekarze.

- W tej chwili na izbie przyjęć mamy dwóch lekarzy i widać już, że to za mało, potrzebny też liczniejszy personel pomocniczy - mówi Mirosław Rusecki, rzecznik szpitala św. Barbary. - Już teraz po zużyciu gipsu, bandaży, zestawów sprzętu medycznego widać, że kontrakt na pewno wyczerpie się wcześniej, pieniędzy nie wystarczy na cały rok.


Witold Gałązka, GW Katowice

Powrót do Wydarzenia i fakty

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron